Od dłuższego czasu publikuję na iNaturalist obserwacje rzadkich i chronionych roślin, z dokładną lokalizacją. Zastanawiam się, czy powinienem, bo zauważyłem, że powszechną praktyką w środowisku przyrodniczym jest celowe ukrywanie takich danych – z obawy przed kolekcjonerami, wandalami czy „ogrodnikami”. Tylko że w praktyce te dane i tak są do odtworzenia. Sam wielokrotnie trafiałem na stanowiska na podstawie szczątkowych opisów, zdjęć i analizy map. Czasem trzeba trochę Chatem GPT przeszukać zasoby internetu, czasem poanalizować mapę i jakieś starsze dokumenty, ale nie jest to nic niemożliwego. Rozumiałbym takie działanie, gdyby od początku do końca było dobrze ukryte i bardzo ciężkie do odtworzenia, ale póki co mam tylko taki jeden nierozpracowany przypadek – podanie dwulistnika muszego z torfowisk w Brzeźnie koło Chełma.
Przykład: jeden z parków krajobrazowych informuje, że lokalizacji storczyka purpurowego nie zdradzi, bo historia Machnowskiej Góry (gdzie zniszczono jego populację) ich do tego zniechęciła. Po czym piszą ogólnikowo, że „można poszukać w SPK – to tylko 35,5 tys. ha”. Tymczasem wystarczy poszukać hasła typu „nowa lokalizacja storczyka purpurowego lubelskie” albo zajrzeć na GBIF i już mamy konkretną lokalizację. Więc jeśli ktoś rzeczywiście chce coś zniszczyć, to brak publicznej lokalizacji nie jest przeszkodą. A i tak największą szkodę wyrządzają podmioty odpowiedzialne za ich ochronę swoją bierną postawą i brakiem kompetencji.
Do zastanowienia się nad tym nakłoniła mnie wędrówka po Lesie Strzeleckim. Wiedziałem, że gdzieś tam rośnie ciemiężyca czarna, ale w sumie jej nie szukałem – tylko zarazy alzackiej. Podejrzewałem, że mogą rosnąć w tym samym miejscu. Lokalizacja zarazy była jawna (do 30 m), a ciemiężycy ukryta – tylko do nazwy najbliższej wsi. Las był zarośnięty, szedłem trochę na ślepo, znalazłem ciemiężycę – wysoko zarastającą pokrzywami – i jakieś stare, gnijące już kijki (bez nich pewnie bym jej nie zauważył, bo po co włazić w gąszcz pokrzyw?). Zarazy nie odnalazłem, a wychodząc z interesującego mnie obszaru, zauważyłem tyłem ustawioną do mnie tabliczkę z napisem „OSTOJA ROŚLIN, NIEUPOWAŻNIONYM WSTĘP WZBRONIONY”. Gdyby lokalizacja ciemiężycy była jawna z odpowiednią informacją o zakazie wstępu, może nie naraziłbym się na prokuratora, a tak – zostałem przestępcą.
Ja nie ukrywam co widać w moich fotoreportażach.
Spokojnie, nie przestępcą, tylko wykroczyłeś (poza prawo) przez wkroczenie :)
Siedlisko, wśród pokrzyw, chyba tej ciemiężycy nie służy.
Ochrona bezczynna